Kiedyś człowiek starszy otaczany był olbrzymim szacunkiem i poważaniem. Siwe włosy były synonimem wiedzy, autorytetu, doświadczenia. Rodziny były wielopokoleniowe. Młodsze pokolenie czerpało pełnymi garściami z doświadczenia i wiedzy rodziców czy dziadków. Taka sytuacja miała też drugą stronę. W rodzinach wielopokoleniowych osoby starsze nie były pozostawiane bez opieki. Zawsze był ktoś, kto towarzyszył staruszkom. Babcia i dziadek czuli się potrzebni, mieli do wykonania jeszcze jakąś misję. Opiekowali się dziećmi, udzielali rad, przekazywali wiedzę i doświadczenie. Dziś zmianie uległo prawie wszystko. Bardzo rzadko można spotkać rodziny wielopokoleniowe. Osoby starsze mieszkają same, bo zmusza je do tego sytuacja. Dorosłe dzieci mają swoje rodziny i nie zawsze mogą poświęcać czas starszym rodzicom.
Zmiana modelu rodziny wpłynęła na zmianę podejścia do osób starszych. Granica, kiedy człowiek jest już stary, albo jest jeszcze młody stałą się ostatnimi czasy płynna. Dziś 40 lat, to środek życia, czas, kiedy nie myśli się o starości ani o przemijaniu. Sto lat temu ludzie mający 40 lat byli uznawani za staruszków w podeszłym wieku. Odejście na emeryturę nie oznacza wcale powolnego czekania na śmierć. Wręcz przeciwnie, staje się bramą do nowego życia.
Spojrzenie na ludzi starszych się zmienia, bo zmieniają się sami staruszkowie. Chociaż do wielu z nich takie określenie w żaden sposób nie pasuje. Można powiedzieć o niektórych, że są jak wino - im starszy, tym lepszy. Przykładem takich osób są chociażby znani artyści: Sophia Loren, Tina Turner, Leonard Cohen a z naszego podwórka lider Lady Pank Jan Borysewicz, czy Grzegorz Markowski z grupy Perfect. Ci ludzie ciągle mają jeszcze wiele energii i na pewno nie można o nich powiedzieć, że są już dziadkami.